piątek, 1 czerwca 2012

tęczowa kreska

Chodził za mną ten makijaż.  Tłukł mi się po głowie aż wreszcie przejrzałam wszystkie swoje cienie i postanowiłam "ROBIĘ" ;) I wyszło tak:


Użyłam:




  • Podkład Lirene City Matt nr 208 Toffee
  • Salmon Darkcircle Concealer SKINFOOD nr 2
  • Kompakt Puder Synergen nr 02 Beige (nie ma go na fotce bo zepsułam opakowanie, ale to ten sam, co w poprzednich makijażach)
  • Cień Sandstone z paletki Sleek Paraquaya (najjaśniejszy mat na całej powiece)
  • biała kredka Avon (jakaś zimowa dwustronna limitowanka)
  • Tusz Rimmel Extra Super Lash
  • Jasny matowy brąz z paletki Avon True Colour Mocha Latte
W kolejności użycia cieni na kresce:
  • Cień Tangelo z paletki Sleek Paraquaya (mocny pomarańcz)
  • Cień Persimon z tej samej paletki (pomarańcz złamany różem)
  • Żółty cień z paletki Refreshing Breeze Kobo
  • Zielony cień z tej samej paletki
  • Turkusowy cień Inglot Vertigo nr 66 KI17CJ B
  • Niebieski cień z paletki Sleek Sunset
  • Fioletowy cień Inglot  AMC 75
Na dolnej powiece:
  • Cień Stone (ciemny szary) z paletki Sleek Paraquaya
  • Srebrny pigment Kobo nr 503 Frosty White
Hehe teraz, jak spojrzałam na listę użytych kosmetyków, to sobie pomyślałam "Koniczynka, wariatko" xD
Nie wiem jakim cudem, ale zrobienie tego makijażu zajęło mi tylko 35 minut. Od "zera" do gotowości do wyjścia ;D Jak mi się to udało? - Nie mam zielonego pojęcia ;D

Pozdrówki 
Koniczynka ;D

czwartek, 31 maja 2012

Ognisty mani

Hejka
Jak mnie tu dawno nie było. Ehhh, co te egzaminy robią z człowiekiem ;) dobrze, że już została tylko obrona ;)

Kiedyś wyczaiłam na jakiejś stronce w sieci gradientowy mani w trzech kolorach - żółtym, pomarańczowym i czerwonym i tak mnie nosiło, żeby mieć coś takiego na pazurkach. Zaczęłam kombinować jak zrobić je domowym sposobem i tu z pomocą przyszedł mi youtube (z resztą nie pierwszy raz). Wyszło coś takiego:


Myślę, że jak na pierwszy raz nie jest tak źle ;) (skórki trochę suche, ale to efekt środków dezynfekcyjnych i detergentów. Pracuje nad nimi, ale na chwilę obecną nie znalazłam "cudownego lekarstwa") 

Do zrobienia tego mani użyłam:


  • Odżywka Eveline SOS dla kruchych i łamliwych paznokci
  • Essence colour&go nr 95 wanna be your sunshine
  • Essence colour&go nr 46 wake up!
  • Essence colour&go nr 92 better late than never
  • jako top coat bezbarwny lakier Vollare Cosmetics Flash 
Pozdrówki,
Koniczynka ;)



czwartek, 10 maja 2012

Avon Anew Rejuvenate Szafirowa Emulsja na noc

Emulsja ze szafirowym kompleksem polipeptydowym na noc opracowana została w oparciu
o technologię Mini Extruction wykorzystującą dobroczynne właściwości aktywnych wyciągów roślinnych. Dzięki nim kosmetyk skutecznie zwęża pory skóry, a wsparty kompleksem Exfo-smoothing usuwa martwe komórki pozostawiając ją wyraźnie wygładzoną. Dodatkowo, wyjątkowa świetlista formuła wzbogacona unikalnym szafirowym kompleksem polipeptydowym wspomaga proces redukcji drobnych zmarszczek jednocześnie zabezpieczając skórę przed ich powstawaniem w przyszłości.
Działa intensywnie przywracając twarzy młodszy wygląd już w 14 dni (1 dzień - natychmiastowy wzrost poziomu nawilżenia skóry o 406%; 3 dzień - zauważalna miękkość i jedwabista gładkość; 10 dzień - wyraźnie zmniejszona widoczność drobnych zmarszczek i porów; 14 dzień - nieskazitelnie piękna, zdrowa i promienna cera).
Skład: Aqua, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Propylene Glycol, Glycolic Acid, Thiodipropionic Acid, Trioxaudecanedioic Acid, Ethylhexyl Salicylate, Ammonium Hydroxide, Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Phenoxyethanol, Parfum, Disodium Edta, Salicylic Acid, Phytol, Mica, Butylene Glycol, Gossypium Herbaceum Extract, Eclipta Prostrata Extract, Sacchoramyces/Gold Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Saccharomyces/Magnesium Ferment, Humulus Japonicus Flower/Leaf/Stem Estract, Heptapeptide-6, Steareth-20, Palmitoyl Oligopeptide, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Palmitoyl Lysyl, Aminovaleroyl Lysine, Palmitoyl Tetrapeptide-10, Cl 77891, Cl 77510, Cl 60730


To może po kolei. Używam go gdzieś tak od połowy marca. Nie zauważyłam, żeby mi się nawilżenie skóry o te 406% poprawiło, ale też nie jestem w stanie tego zmierzyć ;) Przyznać jednak trzeba, że nawilża dobrze. Już po pierwszym nałożeniu skóra zrobiła się bardziej napięta i gładka. Mam na czole dwie niewielkie zmarszczki (podobno ich nie widać, ale cóż, ja je widzę) i po ok. 2-óch tygodniach zauważyłam, że wyraźnie się spłyciły, a po następnych 2-óch zniknęły z czego jestem niezmiernie zadowolona ;D Nie mam problemu z dużą ilością rozszerzonych porów, ale te, które były większe wyraźnie się zmniejszyły. 
Coś, co mi się w nim nie podoba to to, że po nałożeniu skóra robi mi się czerwona i trochę swędzi. Nie trwa to długo i mniej więcej po 15-20 minutach przestaje swędzieć. Rano nie występuje żadne podrażnienie. Możliwe, że jest to efekt działania kwasów zawartych w tym produkcie (o których dowiedziałam się dopiero z ulotki, bo w katalogu nie ma o tym ani słowa). 

Emulsja ma bardzo ciekawą konsystencję. Niczym niebieski żel z drobnym brokatem. To prawdopodobnie te drobinki w zamyśle twórców miały dawać efekt rozświetlenia, którego ja jakoś nie widzę.
Zapach jest jak dla mnie wybitnie chemiczny, aczkolwiek nie jest drażniący. 
Emulsję nakłada się bardzo przyjemnie. Zostawia na twarzy lekki film. Jest bardzo wydajna. Używam jej w przybliżeniu 2 miesiące i zużyłam jakieś 2/3 opakowania. Samo opakowanie jest szklane i ładnie prezentuje się na półce.


Z uwagi na zawartość kwasów w emulsji, rano należy dobrze zmyć to cudo z twarzy i nałożyć krem z filtrem.

Podsumowując:
Produkt zdecydowanie na plus. W skali od 1 do 5 jakieś 4,5. Dałabym 5, ale jednak to zaczerwienienie i lekkie podrażnienie zaraz po aplikacji mi nie pozwala. No i cena też nie jest zachwycająca, ale bywa na promocji i wtedy nie jest źle (właśnie na promocji zapłaciłam za niego 35zł). Myślę, że jak skończę to opakowanie to skuszę się na jeszcze jedno. 

Używałyście tej emulsji?? Jakie są Wasze wrażenia?? Jaki jest Wasz ulubiony krem?? (może coś u Was podpatrzę ;D )

Pozdrówki
Koniczynka ;D



środa, 9 maja 2012

Odżywkowe zakupy

Jestem z siebie taka dumna ;) Chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się wejść do Rossmanna bez nadzoru i kupić dokładnie to, po co przyszłam i nic więcej ;) Cytując klasyka "nadejszła wielkopomna chwiła" i trzeba zapisać w kalendarzu żarówiastym kolorem, bo szybko się nie powtórzy ;p
Skończyłam wszystkie odżywki do włosów (no dobra, odżywki w spray'u jest jeszcze może na dwie aplikacje) i musiałam coś kupić. Całą drogę do Rossmanna jak mantrę powtarzałam sobie "Koniczynka, wpadasz, bierzesz odżywki, płacisz i wypadasz. Nie zatrzymuj się bo po tobie" ;p;p
A oto co kupiłam:



Dodam, że nie zrobiłam żadnego reaserchu przed tymi zakupami i teraz zastanawiam się czy to był dobry pomysł. 

Macie jakieś doświadczenie z tymi odżywkami?? Jakie są Wasze ulubione??

Pozdrówki
Koniczynka ;)

ps. a teraz idę produkować szpargałki (ros. ściągi) na jutro ;p;p;p

Majówkowe zakupy

Hej,
Sesja sesją, ale wycieczka po sklepach raz na jakiś czas musi się pojawić w programie ;)
W czasie majowego weekendu doszłam do wniosku, że chociaż moja kolekcja lakierów do paznokci liczy sobie chyba z 50 kolorów, to brakuje mi kilku. Na szybko wpadłam do Natury i oto efekt:


Od lewej są to:
  • Essence colour&go nr 53 you belong to me 
  • Essence colour&go nr 95 wanna be your sunshine
  • Catrice Ultimate Nail Lacquer nr 830 Salmon & Garfunkel
Lakiery Essence mają świetne krycie. Już na jednej warstwie mogłabym zakończyć mani, ale zawsze daję dwie ;) Co do Catrice to jeszcze go nie używałam, ale nie mogłam się oprzeć temu odcieniowi. Fajnie, że ceny tych lakierów nie są wysokie (Essence jakieś 5,49zł, Catrice 9.99zł). W moim przypadku nie widzę sensu wydawania więcej niż 15zł na lakier do paznokci, bo znudzę się tym co mam na paznokciach zanim zacznie się wycierać i odpryskiwać. Przeważnie i tak ledwie wytrzymuję z jednym mani dłużej niż 2 dni (;p) więc równie dobrze mogłabym pomalować paznokcie lakierem z kiosku za 2 zł ;)
A tak BTW to uwielbiam te nazwy lakierów ;)

Teraz mój najnowszy cudotwórca. Gliceryna.


Kupiłam w aptece za 1,68zł w celu reanimacji żelowego eyelinera. Zużyłam całe 3 (!) krople i eyeliner działa jak w szwajcarskim zegarku ;) Została mi praktycznie nówka buteleczka i zaczęłam się zastanawiać do czego dodać gliceryny, żeby się nie zmarnowała. I tak zaczęły się eksperymenty. Ogólnie działanie gliceryny polega na tym, że wnika w skórę i tam wiąże wodę nie pozwalając jej "uciec". Na początku dodawałam jej do kremów o rąk, ale później zaczęłam jej używać w zastępstwie kremu. Działa super. A najlepszy hit jaki odkryłam polega na tym, że jestem alergikiem i obecnie pyłki latające sobie w powietrzu wywołały u mnie swędzącą, suchą i bardzo nieprzyjemną wysypkę na łokciach i dłoniach. Po kilku posmarowaniach dłoni gliceryną zauważyłam, że nagle zniknęła mi z nich cała wysypka. Zaczęłam smarować też łokcie. Nie zniknęła całkowicie, ale jest wyraźnie mniejsza, nie taka sucha i przede wszystkim nie jest czerwona, więc żeby ją zauważyć to trzeba się  przyjrzeć ;D Jejku, jak ja się cieszę z tego odkrycia. 

I jeszcze jedna rzecz. Chodziłam wokół tego zapachu i chodziłam. Nawet raz już miałam w koszyku, ale wtedy właśnie kupiłam Ardenbeauty i jeszcze kilka innych zapachów czekało na swoją kolej. Wczoraj się już nie oparłam i oto ona. Kappa Moda.


Nuty zapachowe to:
  • nuta głowy: morela, śliwka, frezja, nuty zielone
  • nuta serca: lilia wodna, róża, jaśmin, kwiat ylang-ylang
  • nuta bazowa: drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, wanilia tonka
Zapach jest wybitnie kwiatowy, ale nie duszący. Wydaje mi się, że jest podobny do Adidas Fruity Rhythm.
Woda ma pojemność 100ml i jest to EDT. Jej regularna cena to ok.60zł. W drogerii Tesco bez promocji to jakieś 40zł. Ja kupiłam w promocji za 27,99zł ;)

Macie jakieś godne polecenia kremy po oczy w ludzkiej cenie?? Do tej pory używałam Flosleku i chciałabym coś zmienić.

Pozdrówka
Koniczynka ;)




wtorek, 24 kwietnia 2012

2 makijaże + mały zakup ;)

Hejka ;)
Wreszcie chwila, żeby napisać post.
Dziś dwa makijaże i mój mały, przypadkowy (hehe) zakup.
Pierwszy makijaż to taki mój zwykły "dzienniak". Miałam go wczoraj na zaliczeniach do spółki z czerwoną pomadką ;) Wygląda tak:


Do zrobienia go użyłam:


  • Salmon Darkcircle Concealer SKINFOOD nr 2
  • Kompakt Puder SYNERGEN nr 02 Beige
  • Podkład Lirene City Matt nr 208 Toffee


  • Jasny cień z paletki Sleek Paraguaya
  • Cień Inglot nr 456

  • Jasny brąz z paletki Avon Mocha Latte
  • Biały perłowy cień z paletki Rimmel Glam'eyes nr 710 Twilight Zone

I na koniec oczywiście:
  • Żelowy eyeliner Essence nr 01 Midnight in Paris
  • Tusz do rzęs Phenomenal Lashes Bell nr 2 (czarny)
Drugi makijaż powstał po tym, jak odkryłam w kosmetyczce turkusowy cień Inglota i koniecznie chciałam go użyć ;) Wyszło coś takiego:


Wybaczcie mi te cienie pod oczami. Walczę z niedoborem żelaza, ale idzie mi to średnio i nie mogę ich niczym zakryć w 100% (niestety). 

Do wykonania tego make-up'u użyłam:


  • Salmon Darkcircle Concealer SKINFOOD nr 2
  • Kompakt Puder SYNERGEN nr 02 Beige
  • Podkład Lirene City Matt nr 208 Toffee
  • Cień Inglot nr 463
  • Perłowy cień z paletki Avon Mocha Latte
  • Brązowy cień Inglot AMC SHINE nr 121
  • Złoty cień Kobo nr 207
  • Biała kredka Avon (jakaś starsza wersja kredki dwustronnej; z jednej strony jest czarna, z drugiej biała)
  • Turkusowy cień Inglot Vertigo nr 66 KI17CJ B (matko, jaki numer ;) )
  • Cielista kredka Paese na linię wodną
  • Tusz Phenomenal Lashes Bell nr 2 (czarny)

Znowu się potwierdziło, że nie powinnam przebywać w bliskiej odległości od jakichkolwiek miejsc, w których mogę kupić kosmetyki. Tym razem, jakoś tak bez celu zawędrowałam do Sephory. Oczywiście nie wyszłam z pustymi rączkami ;p Mój najnowszy nabytek to Odżywczy balsam do paznokci. Hehe jak miałam nie kupić skoro była przecena z 29zł na 14zł ;D 



Miałam już odżywki i olejki do paznokci, ale takiego "cudaka" jeszcze nie ;) zobaczymy jak się będzie spisywał. Na chwilę obecną mogę napisać tylko tyle, że jest baaaardzo gęsty i przyjemnie pachnie brzoskwiniami (?). Opakowanie zawiera 9g produktu i myślę, że będzie mi długo służył.

I tak już na koniec piękne kaczeńce, które niedawno pojawiły się na moich nordic walking'owych trasach. Po prostu nie mogłam się oprzeć przed zrobieniem im zdjęcia ;)


Pozdrówka
Koniczynka ;)













poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Naturalna pomadka do ust Tso Moriri

Jakiś czas temu pisałam, że kupiłam naturalną pomadkę do ust z Tso Moriri. 


Dziś mogę już powiedzieć, że mam o niej wyrobioną opinię. To najlepsze smarowidełko do ust jakie do tej pory miałam. Wszystkie dotychczasowe balsamy do ust i pomadki nawilżająco-pielęgnujące poszły 
w odstawkę. To jedyna rzecz, która w ciągu niecałych 3 dni poradziła sobie z oparzeniem na wardze (taa, jestem bardzo zdolna i czasem zdarza mi się poparzyć usta gdy gotuję ;p ) 
Nie spodziewałam się, że jakikolwiek produkt jest w stanie spełnić wszystkie obietnice producenta a tu takie zaskoczenie. Ona naprawdę dobrze nawilża, wygładza i zmiękcza usta. Przy nakładaniu zachowuje się jak delikatny peeling. Kolor w opakowaniu jest żółty. Odcień, nie wiem dlaczego, kojarzy mi się z kolorem miodu lipowego (pomadka ma tylko trochę bardziej wyrazistą barwę). Nie zauważyłam jakiegoś barwienia ust. Wygląda jak bezbarwny błyszczyk. Czasami nawet nie używam kolorowej szminki ani błyszczyku 
w makijażu. Po prostu wystarcza mi ta pomadka. 
Zazwyczaj nakładam grubszą warstwę na noc i rano moje usta są świetnie nawilżone. W ciągu dnia też od czasu do czasu zdarza mi się nałożyć tą pomadkę (jeśli akurat pierwsza wpadnie mi w ręce ;) )


W składzie jest m.in. olej migdałowy, olej kokosowy, masło Shea, witamina E, wosk pszczeli i wosk candelilla otrzymywany z liści wilczomlecza meksykańskiego. Nie jestem specjalistką od składów, ale skoro na początku listy składników są substancje pochodzenia naturalnego to jak dla mnie ok.

Pełny skład to (przepisane z opakowania):
Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Magnifera Indica (Mango) Seed Butter, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Beeswax, Octyldodecanol, Titanum Dioxide, Silica, Tocopheryl Acetate, Aroma, Diethylhexyl Syringylidene Malonate, Caprylic/Capric Triglyceride.

Opakowanie zawiera 14 ml produktu. Sama pomadka jest bardzo wydajna. Dodatkowo ma przyjemny, delikatny zapach. Moja ma aromat brzoskwini, ale jest jeszcze malinowa. Nie jest to typowy, przesłodzony chemiczny zapach brzoskwiń serwowany w różnych kosmetykach. Producent ma w ofercie również taką pomadkę dla mężczyzn (pachnie kawą).

Zdecydowanie jeśli tylko będę jeszcze mieć możliwość to kupię ponownie tą pomadkę. Może dla odmiany skuszę się na malinową?? ;)

Miałyście kontakt z kosmetykami tej firmy?? Jak Wasze wrażenia?? ;)

Pozdrówki
Koniczynka ;)


piątek, 13 kwietnia 2012

Never again - totalny bubel kosmetyczny

Co za licho mnie podkusiło?? Chyba byłam niepoczytalna w momencie kupowania tego dziada. Chodzi mi oczywiście o podkład Lirene Sensitive.

Takiego bubla jeszcze nie miałam, ale cóż, kiedyś musiał być pierwszy raz.
Już w nazwie ma słówko "kryjący", ale ja tam żadnego specjalnego krycia nie widzę. Wręcz przeciwnie. Mam teraz konkretny niedobór żelaza i to naprawdę widać pod moimi oczami a to niby kryjące coś, zamiast chociaż trochę te moje siwusy zakryć to jeszcze bardziej je podkreśla. Nie oczekiwałam, że całkiem je zatuszuje, bo do takich zadań specjalnych mam coś innego, ale bez przesady. "Perfekcyjnie wygładza" - jakiś żart?? Jedyne co on robi perfekcyjnie to utrudnia zrobienie makijażu. "Matowi" - kolejna bujda na resorach. Skóra świeci mi się już kilka sekund po nałożenia tego czegoś. Hehe "lekka formuła". Jak to ma lekką formułę to ja jestem tybetańskim mnichem. Nie jest to co prawda pasta, ale obok lekkiej formuły to on mógł co najwyżej stać. Bardzo źle się rozprowadza, trzeba się dobrze namachać, żeby nie było smug. Dodatkowo po jego nałożeniu mam wrażenie, że skóra mi się lepi i nie oddycha. Wczoraj jak wieczorem wróciłam do domu to aż miałam ochotę sprawdzić czy mi się muszki do twarzy nie poprzyklejały ;p
Jedyny plus jakiego mogę się w nim doszukać to zapach, ale sorry memory, podkładów nie kupuje się dla zapachu. 
O ile Lirene City Matt kocham i uwielbiam to ten wynalazek ląduje na czarnej liście. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie zamroczy mnie do tego stopnia, żeby go kupić. Nie polecam go nikomu. Majątku nie kosztował, ale szkoda na niego każdego grosza.
Chyba muszę sobie coś kupić na pocieszenie ;)

Pozdrówki,
Koniczynka ;)

wtorek, 10 kwietnia 2012

Poświąteczna niespodzianka

Miałam dziś rano miłą niespodziankę ;) zamówiłam sobie w zeszłym tygodniu paletkę Sleek Paraquaya
 i własnie przyszła ;)

Totalnie się zakochałam w tych kolorach. Teraz tylko muszę dostać weny twórczej i wymyślić jakiś makijaż 
z użyciem nowej zabawki ;)
A jest się czym bawić ;)

Pozdrówki
Koniczynka ;)


sobota, 7 kwietnia 2012

zielono mi ;) dzisiejszy makijaż

Zaświeciło piękne wiosenne słońce i od razu jakoś przyjemniej ;) Aż przypomniałam sobie o paletce zielonych cieni, która jakoś dziwnym trafem wylądowała jakiś czas temu na dnie kosmetyczki i nie dawała
o sobie znać. Wyszło coś takiego:


Użyłam tego:


  • Salmon Darkcircle Concealer SKINFOOD nr 2
  • Kompakt Puder SYNERGEN nr 02 Beige
  • Paletka Avon True Colour Fresh Cut Greens (wszystkie kolory)
  • Czarny cień z paletki Rimmel Glam'eyes nr 710 Twilight Zone 
  • Tusz Phenomenal Lashes Bell nr 2 - czarny
  • Fluid Lirene City Matt nr 208 Toffee

I jeszcze jedno. 
Z okazji Świąt życzę Wam wszystkiego, co najlepsze. Szczęśliwych chwil w gronie rodziny, spokoju, wytchnienia i dużo radości. ;*



piątek, 6 kwietnia 2012

Dzisiejszy makijaż, szybkie zakupy

Hej. W dalszym ciągu mam fazę na paletkę Sleek Sunset ;) Nie wiem jak długo to jeszcze potrwa, bo ostatnio zamówiłam Paraquayę ;) Efekt dzisiejszej zabawy wygląda tak:



Do zrobienia tego makijażu użyłam:
  • Salmon Darkcircle Concealer SKINFOOD nr 2
  • Kompakt Puder SYNERGEN nr 02 Beige
  • Cielisty cień Inglot z złotymi drobinkami nr 463
  • Miedziany cień z paletki Sleek Sunset (dolny rząd, trzeci od lewej)
  • Brązowy cień z paletki Sleek Sunset (dolny rząd, pierwszy od lewej)
  • Czarny cień z paletki Sleek Sunset
  • Cielista kredka Paese
  • Tusz do rzęs Phenomenal Lashes z Bell - czarny, nr 2
  • Fluid matująco-wygładzający Lirene City Matt nr 208 Toffee



Na koniec 2 zakupy kosmetyczne. Pierwszy to fluid kryjący dla skóry wrażliwej Lirene Sensitive.


Moja skóra co prawda nie jest jakoś specjalnie wrażliwa i bardzo rzadko coś mnie podrażnia, ale kupiłam ten podkład bo zwyczajnie znudził mi się City Matt.
Producent obiecuje "perfekcyjne wygładzeniem, krycie i matowienie". OK, zobaczymy. City Matt był według mnie bardzo dobry, więc mam nadzieję, że i na tym się nie zawiodę. ;)

A teraz coś, czego byłam bardzo ciekawa. Multiodżywcza pomadka do ust z filtrem UV z aromatem brzoskwini (jest jeszcze malinowa) z Tso Moriri. Przy okazji podziękowania dla Killera za podesłanie mi jej ;)

Jest to kosmetyk naturalny. W składzie znajdziemy m.in. naturalne oleje (kokosowy i migdałowy), wosk candelilla i witamina E. Według opisu to cudo ma wygładzać, nawilżać, zmiękczać, ujędrniać, chronić 
i nadawać połysk. Po dwóch posmarowaniach nią ust ciężko mi to zweryfikować. I jeszcze jedno - zapach ma fajny i bardzo subtelny ;)


środa, 4 kwietnia 2012

pomarańczowa faza ;)

Siedzę w domu chora i się nudzę. A z nudy wychodzi coś takiego:


Złapała mnie chyba jakaś pomarańczowa faza bo ostatnimi czasy w większości makijaży przemycam ten kolor. Długo szukałam ładnego, pomarańczowego odcienia, ale wszystkie jakie wpadały mi w ręce były albo blade albo zgaszone. W mój ideał trafiła dopiero moja przyjaciółka, która sprezentowała mi na urodziny paletkę Sleek Sunset. 

A do zrobienia tego makijażu użyłam:


  • Salmon Darkcircle Concealer SKINFOOD nr 2
  • Kompakt Puder SYNERGEN nr 02 Beige
  • Cielisty cień Inglot z złotymi drobinkami nr 463 (pierwszy z lewej)
  • Pomarańczowy cień z paletki Sleek Sunset
  • Ceglasty cień Inglot nr 464
  • Brązowy perłowy cień Inglot nr 121
  • Czarny eyeliner w płynie Wibo
  • Ozdoby do ciała Inglot nr 56 (dla mnie to złoty pyłek; w wewnętrznym kąciku i pod kreską)
  • Tusz do rzęs Phenomenal Lashes z Bell - czarny; nr 2
  • Cielista kredka Paese (zamazał mi się numerek i nie pamiętam; na linii wodnej)
  • Fluid matująco-wygładzający Lirene City Matt w odcieniu 208 Toffee



Made by nature - oczyszczająca maseczka NoniCare



Rzuciło mi się w oko opakowanie. Saszetka jak saszetka, ale te owoce wymalowana na niej, te kolory... ehhhh
Maseczka zawiera duuużo śródziemnomorskiej glinki i ekstrakty z egzotycznych owoców.
Otwieram i... kolor jasnego błotka i ten zapach...mmm... ma się ochotę zjeść a nie na twarz nakładać ;)
Poza oczyszczaniem i regeneracją wynikającą z działania minerałów i mikroelementów z glinki oraz ekstraktów owocowych, maseczka ma również lekko eksfoliacyjne właściwości.  Po 20 minutach należy ją zmyć.
Skóra po zastosowaniu tej maseczki jest gładka, promienna, odświeżona. Pory są zmniejszone. Co prawda nie  będziemy mieć buźki jak pupki niemowlaka, ale działanie jest widoczne.  Mnie nie uczuliła, ale osobom z dużą skłonnością do alergii radziłabym ostrożność. Zaraz po zmyciu na twarzy wyczuwalny jest lekki film (warstewka ochronna??), ale nie jest tłusty. W żaden sposób mi to nie przeszkadza, a wręcz jest przyjemne. Jednak poczekałabym chwilę z robieniem po niej makijażu.
 Zdecydowanie na jej plus przemawia również świetny skład. Żadnych parabenów i innych konserwantów się nie doszukałam. Co więcej, jest to firma polska w dodatku oznaczona pieczęcią BDIH - stowarzyszenia, które zrzesza producentów i dystrybutorów kosmetyków naturalnych i tradycyjnych, suplementów diety, paraleków, odżywek i innych środków medycznych. Producenci takich wyrobów zobowiązani są do stosowania składników naturalnych pochodzących z upraw ekologicznych lub ściśle kontrolowanych upraw "dzikich".
Cena jednej saszetki to ok.2-3zł. Mi wystarczyła na 2 użycia. Myślę, że za te pieniądze jest to świetny produkt.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Pani posprząta czyli recenzja książki "Zdrajca"


Jack Higgins jest angielskim pisarzem. Urodził się na północy Anglii, później przeniósł się do Belfastu. Jego książki to powieści sensacyjno-przygodowe. Ich akcja rozgrywa się w czasach II wojny światowej bądź w czasach zimnej wojny. Autor umiejętnie miesza fikcję literacką z autentycznymi wydarzeniami.
Książkę "Zdrajca" kupiłam jeszcze w zeszłym roku w Auchan na jakiejś promocji i szczerze się przyznam, postawiłam na półce i o niej zapomniałam. Jakiś czas temu ponownie ją odkryłam. Powieść ta powstała w 1998 roku i początkowo nosiła tytuł "Zdrajca w Białym Domu". W 2011 roku została wznowiona już jako "Zdrajca".
Starsza pani, arystokratka lady Helen Lang, wojuje z fanatyczną irlandzką organizacją o nazwie Synowie Erin, która odpowiada za śmierć jej syna. Wśród Synów jest zarówno terrorysta Jack Barry, jak i amerykański senator Michael Cohan. Źródłem informacji dla Synów Erin jest enigmatyczny Łącznik pracujący w Białym Domu. Jak więc widać, towarzystwo jest zróżnicowane. Trzecim bokiem trójkąta w tym układzie jest brygadier Charles Ferguson i jego współpracownik Sean Dillon - nawrócony irlandzki terrorysta. Próbują oni pokrzyżować szyki organizacji a jednocześnie powstrzymać enigmatycznego killera, którego działalność może negatywnie wpłynąć na pokój w Irlandii. 
To pierwsza książka Higginsa, która wpadła mi w ręce. Bardzo dobra na długi wolny wieczór. Szczerze?? Książka fajna, dobrze i szybko się ją czyta, ale mam mieszane uczucia co do pani niewiele młodszej od mojej babci odgrywającej rolę tajemniczego mściciela i mającej do pomocy jedynie swojego kierowcę a na "wyposażeniu" pistolet małego kalibru. Jednakże spokojnie mogę ją polecić osobom, które chcą zabić czymś nudę ;)







Wielkanoc tuż-tuż ;) małe dzieła sztuki mojej mamy

Znam taką jedną "artystkę ludową" ;) Robi przepiękne kwiaty z bibuły, pisanki i inne "cuda na kiju" ;D osobiści uwielbiam jej obrusy, bieżniki i serwetki na szydełku, ale największy ubaw mam z szydełkowych kur ;) bardzo dużo z tych małych dzieł sztuki można zobaczyć na jej fotosiku malgosia14k.fotosik.pl Ta artystka ludowa to moja Mama ;* a kilka tych cudeniek pokazuję poniżej ;) (aż żałuję, że mam cierpliwość tylko do haftu krzyżykowego. Sorry, za jakość tych zdjęć)













Trochę szydełkowych śliczności. Po prostu nie mogę się powstrzymać i muszę się pochwalić taką zdolną mamuśką ;*


Te pączki to domowy wypiek ;)