Takiego bubla jeszcze nie miałam, ale cóż, kiedyś musiał być pierwszy raz.
Już w nazwie ma słówko "kryjący", ale ja tam żadnego specjalnego krycia nie widzę. Wręcz przeciwnie. Mam teraz konkretny niedobór żelaza i to naprawdę widać pod moimi oczami a to niby kryjące coś, zamiast chociaż trochę te moje siwusy zakryć to jeszcze bardziej je podkreśla. Nie oczekiwałam, że całkiem je zatuszuje, bo do takich zadań specjalnych mam coś innego, ale bez przesady. "Perfekcyjnie wygładza" - jakiś żart?? Jedyne co on robi perfekcyjnie to utrudnia zrobienie makijażu. "Matowi" - kolejna bujda na resorach. Skóra świeci mi się już kilka sekund po nałożenia tego czegoś. Hehe "lekka formuła". Jak to ma lekką formułę to ja jestem tybetańskim mnichem. Nie jest to co prawda pasta, ale obok lekkiej formuły to on mógł co najwyżej stać. Bardzo źle się rozprowadza, trzeba się dobrze namachać, żeby nie było smug. Dodatkowo po jego nałożeniu mam wrażenie, że skóra mi się lepi i nie oddycha. Wczoraj jak wieczorem wróciłam do domu to aż miałam ochotę sprawdzić czy mi się muszki do twarzy nie poprzyklejały ;p
Jedyny plus jakiego mogę się w nim doszukać to zapach, ale sorry memory, podkładów nie kupuje się dla zapachu.
O ile Lirene City Matt kocham i uwielbiam to ten wynalazek ląduje na czarnej liście. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie zamroczy mnie do tego stopnia, żeby go kupić. Nie polecam go nikomu. Majątku nie kosztował, ale szkoda na niego każdego grosza.
Chyba muszę sobie coś kupić na pocieszenie ;)
Pozdrówki,
Koniczynka ;)

Oj, to rzeczywiście błąd z samej nazwy
OdpowiedzUsuńStraszny ;(
Usuń